lifestyle

24h sylwestrowej północy

30 grudnia 2016

Jest tylko jedna taka noc w roku, kiedy bez wyrzutów sumienia możesz bawić się do białego rana popijając kolejne lampki szampana. Nie martwisz się o następny dzień, bo wiesz, że wszyscy doskonale Cię zrozumieją. W końcu cały świat bawił się razem z Tobą! Wyobraź sobie, że ostatniego dnia w roku dostajesz możliwość teleportacji (należy Ci się – w końcu ciężko pracowałeś przez ostatnie 12 miesięcy!). Zabieram Cię zatem w podróż dookoła świata, byś zakończył ten rok w wielkim stylu i mimo stanu dnia następnego stwierdził, że było warto.

11:00 – gdy tylko wstaniesz z łóżka i przywdziejesz sylwestrowy outfit świętowanie możesz zacząć na Kiribati. Po zjawieniu się na miejscu najlepiej od razu udać się do lokalnych maneaba, czyli miejsc spotkań i kulturalnych wydarzeń chętnie odwiedzanych przez tubylców. To idealne miejsce tego dnia, by wypić pierwszą lampkę szampana do śniadania.

14:00 – drugą lampkę szampana podniesiesz do ust w Sydney przyglądając się największemu noworocznemu show sztucznych ogni na świecie. Zobaczysz je wszędzie, bo fajerwerki wypuszczane są nad zatoką, z mostów i najwyższych budynków w mieście.

16:00 – jesteś w Tokio. To jeszcze nie szampan dzwoni Ci w głowie, a dzwony buddyjskich świątyń rozbrzmiewają 108 razy, by uwolnić ludzi od ich 108 złych pragnień. Dla Japończyków przyjście nowego roku jest raczej spokojnym świętem obchodzonym w rodzinnym gronie, jednak w Tokio z pewnością będzie tłoczno. Po wypiciu szampana razem z innymi możesz wypuścić w niebo balon z helem, a w środku schować swoje największe marzenie na nadchodzący rok.

17:00 – w Chinach Nowy Rok obchodzony 1 stycznia jest, trochę tak jak dla nas Halloween, jedynie okazją dla młodych ludzi na zorganizowanie hucznej imprezy. Ich prawdziwy Nowy Rok zacznie się trochę później niż nasz. Rok Małpy zostanie zastąpiony Rokiem Koguta dopiero 28 stycznia 2017 r. Mimo to w niejednym klubie w Pekinie będziesz mógł się świetnie zabawić z innymi młodymi ludźmi.

między 18:00 a 22:00 – nie do końca wiesz, co ze sobą zrobić. Zawsze możesz wpaść do Bangkoku na imprezę, ale tutaj na świętowanie Nowego Roku z lokalsami możesz liczyć dopiero w kwietniu. Podobnie sprawa ma się w Indiach. Strzelasz więc w ciemno i przenosisz się do Astany, gdzie właśnie rozpoczyna się jedno z najważniejszych tutejszych świąt… dzień kozy!  Stwierdzasz, że każdy powód jest dobry, by wypić kolejną lampkę szampana.

22:00 – po kilku godzinach sylwestrowej posuchy, trafiasz na naprawdę grubą imprezę – jesteś w sercu Moskwy. Zewsząd rozbłyskują fajererki, a igristoje i cesarskoje leje się strumieniami.

23:00 – będąc w Kijowie usłyszysz najwyżej wystrzały korków od szampana, gdyż fajerwerki i petardy póki co są tutaj zakazane w związku z toczącą się wciąż wojną. Uspokoisz tu więc lekkie szumienie w głowie po zbyt dużej ilości ruskacza.

0:00 – wracasz do domu! Idziesz na Plac Defilad w Warszawie, by spotkać znajomych na koncercie największych gwiazd polskiej estrady (ekhem). Ku Twojemu wielkiemu zdziwieniu na Placu wieje pustkami. Szybko uświadamiasz sobie, że większość Twoich znajomych z fejsa spędza sylwestra z Andrzejem Dudą. Zostajesz chwilę i lecisz dalej.

01:00 – przenosisz się nad Tamizę do Londynu. Wiesz, że obchody w tym mieście uchodzą za najbardziej spektakularne na świecie, więc zajmujesz dobre miejsce i przygotowujesz się na show. Na horyzoncie widzisz London Eye, Big Ben i tysiące rozbłyskujących świateł. Krzyczysz w eter „Happy New Year!” i wsiadasz do darmowego autobusu urządzając sobie małe tournée po mieście.

03:00 – świętowanie w Londynie dopiero co skończone, a już czeka Cię kolejny poziom imprezowego wtajemniczenia. Przed Tobą festiwal sztucznych ogni na tle Chrystusa z Rio de Janeiro! Razem z cariocas świętujesz na roztańczonej Copacabanie.

04:00 – podobnego klimatu spodziewasz się w Buenos Aires. Oczami wyobraźni widzisz roztańczone ulice, głośną muzykę i półnagie tancerki. Pojawiając się na miejscu możesz się jednak nieźle zdziwić. Wszyscy porteños zaszyci są w domowym zaciszu, a północ świętują wzniesieniem toastu i życzeniami dla bliskich. Ci bardziej rozrywkowi wyruszą do klubów dopiero za parę godzin, jednak postanawiasz nie bawić się z nimi zbyt długo, żeby nie przegapić kolejnej wyczekiwanej imprezy.

06:00 – pojawiasz się tu minutę przed północą, by oglądać zjazd wielkiej kryształowej kuli na Times Square w Nowym Jorku. Na głowie masz opaskę z brokatowym napisem „Happy New Year” i po cichu liczysz na to, że będzie komu skraść całusa w kluczowym momencie.

07:00 – szampana postanawiasz zastąpić tequilą stojąc w rozweselonym tłumie na środku Zócalo w Mexico City. Kolorowe stroje i żywiołowa muzyka dodają Ci energii, której poziom podnosisz dodatkowo pikantnym tacos.

09:00 – stoisz przed wyborem między Los Angeles, San Francisco i Las Vegas. Nie zastanawiasz się jednak zbyt długo, bo to ponoć w Vegas możesz spodziewać się największej imprezy sylwestrowej w całych Stanach Zjednoczonych, nawet większej niż na Times Square. Kiedy razem z tłumem ludzi bawisz się w świetle miliona świateł po cichu cieszysz się, że nie musiałeś rezerwować tutaj niebotycznie drogiego noclegu w jednym z hoteli.

11:00 – od sztucznych ogni, szampana i tłumu ludzi szumi Ci już porządnie w głowie. Postanawiasz zakończyć swoją sylwestrową noc w Honolulu. Hawajska plaża Waikiki wydaje się idealnym miejscem na chwilę odpoczynku. Odpoczniesz jednak dopiero w swoim łóżku, bo i tutaj czeka na Ciebie pokaz fajerwerków w akompaniamencie głośnej muzyki.

Uff… to była ciężka noc. W Polsce już dawno zrobiło się jasno, jednak po takiej ilości wrażeń nie masz najmniejszych problemów, by oddać się w objęcia Morfeusza. Idziesz spać ciesząc się, że przez jakiś czas nie usłyszysz wybuchów fajerwerków. Nie cieszysz się jednak zbyt długo, bo tuż po obudzeniu słyszysz je… w swojej głowie.

 

 

You Might Also Like

  • Po takiej 24-godzinnej zabawie musiałabym wziąć tygodniowy urlop 😀 Szczęśliwego Nowego Roku! 🙂

  • Bartek Henzel

    „Jest tylko jedna taka noc w roku, kiedy bez wyrzutów sumienia możesz bawić się do białego rana popijając kolejne lampki szampana”. No to już Autorka przesadza, a któż takie poczucie winy na ludzie sumienia sprowadza.

    Teoretycznie możliwe jest uczestnictwo we wszystkich tych imprezach, nawet bez teleportacji 🙂 A astronauci International Space Station „przelecą przez północ” 16 razy.

    • Ale przecież nie chodzi o to, by cały ten czas spędzić w podróży, a też trochę się pobawić, prawda? 🙂 Teleportacja tę kwestię znacznie by ułatwiła.

  • Chciałabym raz w życiu spędzić sylwestra w Sydney 🙂 Zresztą, żadnym z tych na liście bym nie pogardziła! Nie wiedziałam, że w Kijowie fajerwerki są teraz zakazane, ale faktycznie musi chyba tak być.
    A wiesz, że w Poznaniu w tym roku też nie będzie fajerwerków – pierwszy raz? Zamiast tego ma być „widowisko mappingowe” (cokolwiek to jest), niestety go nie zobaczę, bo będę w domu rodzinnym.
    Ale jestem ciekawa, jak to się w ogóle przyjmie. Ciekawią mnie alternatywy dla petard i zobaczymy, czy ludziom się to spodoba 🙂

    • Właśnie mój kolega miał taką sytuację rok temu, że był w Kijowie i pędził gdzieś do centrum, żeby zobaczyć pokaz fajerwerków i się nieźle zdziwił, bo nic nie zobaczył 😀
      W Warszawie tylko niektóre dzielnice póki co rezygnują z fajerwerków. Ja uważam, że fajerwerki są spoko dopóki to są pokazy organizowane przez miasto – zazwyczaj w centralnych częściach, gdzie nie ma wielu zwierząt. Ludzie strzelający sobie na osiedlu tydzień przed i tydzień po już trochę przesadzają. Wczoraj jak położyłam się spać to fajerwerki wystrzeliły na wysokości mojego okna, pod którym stoi łóżko – dobrze, że było zamknięte 😛

  • Oj, w Tokio chciałabym zatrzymać się na dłużej i najeść się do syta ramenu, soby i innych przysmaków, mniami. 🙂 Świetny pomysł na tekst!

    • Dzięki 🙂 Ale narobiłaś mi ochoty na jedzenie! 😀

  • Genialny post! Aż kusi, żeby powitać Nowy Rok w innej strefie czasowej niż zawsze. Jeszcze ten dzień kozy… 😉

  • Ach, gdyby taka sylwestrowa podróż dookoła świata była możliwa, byłabym pierwsza w kolejce po bilet. Które z tych miejsc przemawia do mnie najbardziej? Zdecydowanie ostatni punkt i plaże Honolulu 🙂

  • Do Honolulu to bym skoczył… 😀

  • Perspektywa imprezowania przez 24h brzmi.. kusząco! Chyba spróbuje w przyszłym roku tej techniki 😉