miasto urbanistyka Warszawa

Budujemy socjalizm, czyli Plac Konstytucji

3 maja 2017
plac konstytucji

Kiedy po wojnie podjęto decyzję o przywróceniu stołeczności Warszawy, nad planami miasta od razu zawrzał spór pomiędzy modernistami i tzw. „zabytkarzami”. Każda grupa ciągnęła w swoją stronę. Ci drudzy chcieli odbudować miasto takim, jakie było przez wieki, pierwsi chcieli uwolnić je od duchów przesłości i realizować międzywojenne założenia z jeszcze większym rozmachem. Gdyby tego było mało, największy nacisk przyszedł z innej strony. Ku niezadowoleniu wszystkich przeciwników stalinizmu, socrealistyczne wizje realizowane były w trybie tak pilnym, że nawet odbudowa Zamku Królewskiego zeszła na daleki plan.

plac-konstytucji

To robotnicy dniem i nocą warszawskie domy w niebo wznoszą

Podobnie jak we wschodnim Berlinie Stalinallee była głównym założeniem odbudowy zniszczonego miasta, tak na jej wzór w Warszawie zdecydowano się poszerzyć ulicę Marszałkowską i stworzyć na jej osi wielki plac. Cała koncepcja stworzona zgodnie z ideologią socjalizmu powstała, by spełniać konkretną funkcję. Poszerzona Marszałkowska była wymarzoną przez komunistów arterią do przemarszu pochodów pierwszomajowych, których celem był wielki (i pusty) Plac Konstytucji mogący pomieścić tysiące ludzi. Projektem zajął się ten sam zespół architektów, który wcześniej stworzył trasę W-Z – szczyt możliwości technologicznych w tamtym czasie. Chociaż czasy socjalizmu mamy już za sobą, plac wciąż jest nim silnie nasycony. Począwszy od samej nazwy, o której (z mojego poprzedniego wpisu o etymologii nazw) już wiecie, że pochodzi od dnia, w którym plac został otwarty, tj. dnia uchwalenia Konstytucji PRL, skończywszy na płaskorzeźbach przedstawiających przodowników pracy.

plac konstytucji

„Na dole piach, na dole gruz, a tu piętro widać już”

Chociaż socjalizm miał wielu przeciwników, chyba większość Warszawiaków była zachwycona nowym placem. Żeby to zrozumieć, musicie wyobrazić sobie okoliczności. W 1952 roku, kiedy plac został oddany do użytku, Warszawa była wciąż przykryta gruzem, mieszkańcy oddychali kurzem, a tu nagle, w środku miasta, dostali dostęp do uporządkowanej, zachwycającej skalą przestrzeni, błyszczących posadzek i wyszlifowanych ścian. Kiedy na placu posadzono drzewa, stał się ulubionym miejscem spacerowym dla matek z dziećmi, które w okresie baby boomu nie miały dostatecznej ilości placów zabaw i czystych miejsc przyjaznych ich pociechom.

plac konstytucji

Lud wejdzie do Śródmieścia

Dopełnieniem dla reprezentacyjnej części założenia była Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, czyli wielkie osiedle mieszkalne. Nowy system wyniósł na piedestał nową klasę. Z tego właśnie względu klucze do pachnących nowością mieszkań nie trafiały do byle kogo, tylko do zasłużonych robotników, tokarzy, cieśli, malarzy, w tym do tych, którzy sami przyczynili się do powstania MDMu. Ludzie, którzy wcześniej zamieszkiwali chatki bez dostępu prądu czy bieżącej wody, lub pojedyncze pokoje w kamienicach, dzisiaj nosili w kieszeniach robotniczych ubrań klucze do wysokiego standardu mieszkań w Śródmieściu. Przechadzali się po monumentalnym placu, schodzili do przesadnie wysokich sklepów i barów w parterach. Plac tętnił życiem nawet po zmroku oświetlany przez latarnie na gigantycznych kamiennych kandelabrach. Nikogo chyba jednak nie zdziwi, że pozostałe mieszkania (te większe, ze służbówką) z góry zostały przeznaczone dla urzędników i działaczy partii.

plac konstytucji

Plac Konstytucji z perspektywy czasu

Dzisiaj plac wciąż zachwyca swoją monumentalnością, a knajpy w parterach mają się lepiej niż dobrze. Poza skalą, nienajlepszą w odczuciach dla zwykłego przechodnia, w oczy zdecydowanie rażą dwie rzeczy: wielkopowierzchniowe reklamy, przysłaniające nawet całe elewacje budynków i… wielki parking na środku placu. Nie jest to problem nowy, bo parking powstał tam już w latach sześćdziesiątych, co tylko pokazuje, że od początku nie było dobrego pomysłu na zagospodarowanie placu (poza 1 maja, oczywiście).  Zasmucający jest też fakt, że na potrzeby MDMu zburzonych zostało wiele, całkiem dobrze zachowanych, przedwojennych kamienic, w których na nowo zdążyli zamieszkać ludzie. Potrzeba budowania nieekonomicznych budynków w imię idei, przyćmiła potrzebę zapewnienia ludziom dachu nad głową w tych trudnych dla Warszawy latach.

Dzisiejszy MDM to tylko część całego założenia, które miało sięgać Placu na Rozdrożu i całych Pól Mokotowskich. Biorąc pod uwagę poniesione wydatki, miasto musiało zrezygnować z dalszej realizacji projektu.

Czy dobrze się stało? Oceńcie sami.

 

You Might Also Like

  • To bardzo ciekawe, jak miasta noszą na sobie ślady historii, koncepcji i idei. Warszawa jest tego doskonałym przykładem. Tego zazwyczaj nie dostrzega się na co dzień, biegnąc do pracy, z pracy i ogarniając codzienną zawieruchę. A to jest bardzo ciekawe. Chociaż nie mieszkam w Warszawie, to bardzo przyjemnie mi się czyta na ten temat. Nabieram ochoty na więcej!

    • Prawda, że to fascynujące? Cieszę się, że ktoś też tak myśli 🙂 Uwielbiam dowiadywać się nowych faktów o miejscach, w których bywam – nabierają wtedy zupełnie nowego znaczenia!

  • Bardzo ciekawe! Te powojenne założenia urbanistyczne są w ogóle bardzo interesujące, jak i same problemy mieszkaniowe w Polsce (vide „13 pięter”). Ostatnio zaczytuję się bardziej w historiach o modernizmie czy prl-owskich blokach, może dlatego, że tego socrealizmu we Wrocławiu jest mało.

    • Modernizm jest mega ciekawy, strasznie lubię ten prąd, ale głównie w tym wydaniu budynków publicznych lub małej mieszkaniówki, bo z blokami to już bywa różnie… Masz coś ciekawego do polecenia? Póki co czytam trzy książki na raz, ale jak skończę, to z chęcią sięgnę po coś w tym klimacie 🙂

      • Jeśli chodzi o książki, to nie trafiłam na nic ciekawego, ale szykuję niedługo kolejną prasówkę, właśnie o blokach, więc może znajdziesz tam coś ciekawego 🙂