miasto urbanistyka Warszawa

Centrum czyli gdzie? Problem centrum w Warszawie

4 stycznia 2017

Centrum miasta jest jego sercem, które żyje, bije głośno i napędza cały miejski organizm. To tutaj swój początek i jednocześnie koniec ma większość miejskich aktywności, a ich zagęszczenie jest największe. Kiedy myślimy o Warszawie hasło „centrum” na myśl przywołuje nam prawdopodobnie okolice Pałacu Kultury i Nauki. Jednak czy to centrum spełnia właściwie swoją rolę, a może nie jest to jedyne serce miasta? W Warszawie serca mamy co najmniej dwa. Każde wadliwe.

Centrum czyli co?

Centrum identyfikujemy zazwyczaj z najstarszą częścią miasta, która określa jego charakter od stuleci, główny rynek, główna ulica i najstarsze kamienice. Z drugiej strony ma ono skupiać najważniejsze funkcje, nie tylko urzędy, ale też obiekty handlowe i kulturalno-rozrywkowe. Przy tym wszystkim musi być świetnie skomunikowane z pozostałymi częściami miasta. W Warszawie strefy te nie pokrywają się ze sobą w czytelny sposób. O ile mianem „centrum” nazywamy okolice Placu Defilad, to życie towarzyskie toczy się nieco dalej, w okolicy Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu. Powstało zjawisko rozdwojenia, roztrojenia lub nawet rozmycia centrum.

Warszawa Niecentralna

Najstarszym centrum miasta jest zdecydowanie Stare Miasto. Nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie okolice Rynku przez długie lata były ogniskiem życia Warszawy. Nie trzeba było jednak czekać długo, gdy rozbudowa Warszawy szlacheckiej wzdłuż Traktu Królewskiego przeniosła serce miasta nieco dalej na południe. Czym jednak byłoby miasto, gdyby się nie rozwijało? Gdy tylko nastały czasy wielkich barokowych założeń urbanistycznych, centrum miasta ulokowało się w okolicy Osi Saskiej. Urbanizacja nabrała tempa, do miasta przyłączano kolejne podmiejskie miejscowości, a ulice miały coraz większe znaczenie. Komunikacja zwiększyła swoją rolę i zaczęła zajmować coraz więcej miejsca. Aleje Jerozolimskie i ulica Marszałkowska stały się głównymi ciągami komunikacyjnymi, a ich skrzyżowanie najważniejszym węzłem. Dzisiaj mając za sobą całą przerażającą historię, Stare Miasto straciło nieco na wartości, Oś Saska nie została zachowana, a ogromny Plac Defilad zastąpił stare kamienice i uliczki, które kiedyś tętniły tu życiem. Władze socjalistyczne za wszelką cenę chciały stworzyć w tym miejscu centrum po swojemu. Ale czy wybudowanie kolosa i pobliski węzeł komunikacyjny wystarczyły by to osiągnąć?

Betonowe jezioro rozpaczy

Obecnie Plac Defilad to tak naprawdę ogromny betonowy parking z nieciekawym „parkiem”. Przejście spod Pałacu Kultury i Nauki dokądkolwiek to kawał nieprzyjemnego spaceru. Niby Pałac stara się przyciągnąć ludzi, mamy tu w końcu kino, teatry, koncerty, bankiety, ale tak naprawdę życie nie toczy się tu tak, jak sugerowałoby na to miano centrum. Przechodniów może jest i tutaj dużo, wychodzą ze stacji metra, Warszawy Śródmieście lub idą w kierunku Dworca Centralnego. Centrum potrzebuje jednak nie przechodniów, a bywalców, których ciężko tu uświadczyć.

Istotą centrum jest społeczność. Chaos przestrzenny jest bardzo niebezpieczny, jednak należy także równie mocno wystrzegać się tzw. „over-planning”, który tę społeczność może skutecznie zniszczyć. Narzucanie ludziom na siłę urbanistycznych rozwiązań może być tragiczne w skutkach, co obserwujemy właśnie na przykładzie PKiN, a zwłaszcza wielkich połaci betonu wokół niego.

Ogniska aktywności lokalnej

Warszawa jest miastem metropolią, dlatego życie toczy się tutaj na dwóch poziomach. Poziom metropolitarny odpowiada za rolę miasta-stolicy jako ośrodka gospodarczego, kulturalnego i turystycznego w większej skali. Poziom lokalny to kontakty międzyludzkie mieszkańców, ich codzienne życie i zaspokajanie bieżących potrzeb. O ile ten pierwszy ma najwięcej wspólnego ze ścisłym centrum miasta, to drugi stworzył potrzebę zadbania o rozwój centr lokalnych, o wiele bliższych mieszkańcom, niż centrum Warszawy. Dzięki tej idei każda z dzielnic ma oferować swoim mieszkańcom wszystko, czego potrzebują, co znacząca wpływa na podniesienie jakości życia w mieście. Centra lokalne są ogniskami zapalnymi aktywności lokalnej, co sprawia, że życie toczy się w mieście jako całości, a nie tylko gdzieś w jego środku.

 

„Ścisłe” centrum zatacza szerokie koło na mapie Warszawy. Nie da się określić, gdzie dokładnie znajduje się jego jądro. Powstawanie i rozwój centr lokalnych pozwala zaspokoić wymagania i potrzeby mieszkańców. Dzielnice starają się zaktywizować swoich mieszkańców oferując im mnóstwo atrakcji, a my nie musimy daleko szukać, by spędzić w ciekawy sposób wolne popołudnie. Okolice Placu Defilad wciąż spełniają jednak wymagającą funkcję reprezentacyjną. W końcu nie każdy turysta odwiedzi centrum lokalne przy Rondzie Wiatraczna, natomiast każdy chociaż na chwilę znajdzie się w okolicy PKiN. To miejsce musi więc coś sobą reprezentować, a tak długo, jak będziemy zmuszeni stawać na środku betonowego parkingu, zdezorientowani niczym Vincent Vega w mieszkaniu Marsellusa Wallace’a w Pulp Fiction, nie mamy się czym chwalić.

You Might Also Like

  • Rzeczywiście w przypadku tak dużego miasta bardzo trudno jest określić jego ścisłe centrum. Ale są takie ważne miejsca i punkty na mapie, które mogą nam trochę to ‚centrum’ przypominać i przybliżać albo gdzieś orientacyjnie je określać. Bardzo ciekawy tekst. Lubię takie ciekawostki. 🙂

  • „betonowe jezioro rozpaczy” – boskie określenie! <3

    • Haha, no niestety ciężko to inaczej określić 😀

  • Oqmaneck

    Porównanie do Vincenta jest boskie! Wystarczy przypomnieć sobie jego minę, żeby wiedzieć o jakie uczucie Ci chodzi. Mam swoje ciekawe wspomnienia związane z Placem Defilad, odżyły we mnie po przeczytaniu wpisu 😉
    W takim razie, co mogłoby rozwiązać problem obszarowego rozmycia się ścisłego centrum W-wy? Stworzenie w obszarze PKiN czegoś w rodzaju dużego ogniska aktywności lokalnej? Czy jakieś prostsze zabiegi byłyby wystarczające?
    Plus za warszawsko-nowojorskie taksówki. Wyglądają obłędnie 😉

    • Okolice PKiN muszą przede wszystkim jakoś wyglądać, niech to nie będzie tylko wielki betonowy parking – to strasznie zniechęca, nikt nie chce spędzać tu czasu 🙂

  • Bartek Henzel

    Hmm, przygotowania do zmiany Placu Defilad trwają od dawna, ale nabrały już realnych kształtów.
    Obecnie procedura wydania pozwolenia na budowę jest zawieszona (ze względu na odwołanie przy procedurze pozwolenia budowy drogi, która połączy Marszałkowską z PKiN), ale niezależnie od tego Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Teatr Rozmaitości kontynuują prace nad przygotowaniem projektów wykonawczych. Koncepcję zagospodarowania samego placu jest już bliska ukończenia. Jest szansa, że roboty zaczną się jeszcze w tym roku.

    • Na to liczę. Marzy mi się wpis sprzed i po, poniekąd licząc na to powstał ten wpis 🙂

  • Chyba nie bez przyczyny większość zdjęć PKiN to zdjęcia od połowy w górę 🙂 Ciekawe jest to rozproszenie miejsc wpisujących się w miano „centrum” w Warszawie. Jest to chyba nieodłącznie wpisane w rozwój miasta. W Krakowie, w którym mieszkam wciąż „centrum” jest jedno. Większość spotkań, życia kulturalnego, całe tętno miasta skupia się w Śródmieściu. Nie ma wątpliwości, że centrum to Rynek Główny. Chociaż życiem tętni też pobliski Kazimierz, coraz piękniej rozwija się stare Podgórze a i Nowa Huta ma wiele to zaoferowania, to mam wrażenie, że centrum nadal pozostaje jedno.

    • Przynajmniej każdy wie, gdzie go szukać w Krakowie 😀

  • Gustavo Woltmann

    Może i ciężko określić centrum jako takie, ale z drugiej strony – czy istnieje taka potrzeba? Nie do końca mi się wydaje, że tak. Chociaż moim zdaniem dla większości osób centrum Warszawy zawsze będzie się kojarzyło z okolicą Pałacu Kultury.

    • Według mnie też nie ma takiej potrzeby, jednak wciąż obstaję przy tym, że skoro większość ludzi kojarzy centrum z okolicami PKiN, to dobrze by było, gdyby ta część miasta trochę więcej sobą reprezentowała.

  • mi okolice PKiN kojarzą się najbardziej z pośpiechem i będąc tam, mimowolnie zaczynam pędzić nie wiadomo gdzie z całym tym tłumem 🙁

    • Czasami, żeby przecisnąć się przez tłum ludzi pośpiech to jedyna możliwość, żeby gdzieś się dostać 😀

  • Super wpis!
    We Wrocławiu nie ma problemu z wytyczeniem centrum, za to w Lubinie… Już chyba od kilkunastu lat na rynku jest dziura (obecnie zarośnięta, wiec tak naprawdę jest to ogrodzona blachą łąka…), tak więc życie miasta przeniosło się w rejony centrum handlowego i terenów zielonych pomiędzy rynkiem a CH.