miasto Portugalia

Lizbona – miasto, w którym ciężko się nudzić

18 czerwca 2018
Lizbona

Lizbona jest miastem o dwóch twarzach. Jedna z nich jest starsza, jakże wyrazista, trochę pomarszczona przez czas. Druga – nowsza, pełna życia i młodzieńczej energii. Choć tak kontrastowe, nie kłócą się ze sobą, a raczej świetnie współgrają. Właśnie dlatego w Lizbonie ciężko się nudzić. Dzisiaj opowiem Wam o niej. O Lizbonie z jednej strony pamiętającej wielkie odkrycia geograficzne, a z drugiej pełnej pozytywnych wibracji, street artu i świeżego powiewu młodości i wolności.

Stara, klasyczna Lizbona

Nie wiem, czy tylko ja miałam takie szczęście, czy wszyscy ludzie w Portugalii po prostu są niesamowicie uprzejmi i życzliwi. Właściciel mieszkania, które wynajmowaliśmy w Lizbonie, okazał się prawdziwym skarbem. Rui usiadł z nami na godzinę, rozłożył mapę i zaczął po niej kreślić. Dzięki niemu udało nam się zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca i uniknąć tłumów turystów. Do tego sprzedał nam parę bardzo cennych protipów, które zaraz i ja Wam zdradzę (wersja skoncentrowana na końcu wpisu) : )

.

Alfama

Alfama to najstarsza i zdecydowanie najbardziej popularna wśród turystów część Lizbony. Pewnie pierwsze kroki, które postawicie po przybyciu do tego miasta skierujecie właśnie tam. To absolutnie nic złego! Alfama jest piękna i ma swój niezaprzeczalny urok. To tutaj znajdziecie najwięcej kolorowych kamienic pokrytych azulejos, knajpek i restauracji, gdzie poza smakowitym jedzeniem niezapomnianych doznań dostarczy Wam słuchanie fado (rodzaj pieśni). Alfama jest bez wątpienia miejscem wartym odwiedzenia, szczególnie dlatego, że jej zabudowania przetrwały we właściwie nienaruszonym stanie nawet wielkie trzęsienie ziemi. Wydarzenie to miało miejsce w 1755 roku i strawiło niemalże całe miasto, przymykając na szczęście swoje niszczycielskie oko na Alfamę.

Nie wiem, czy też tak macie, ale ja będąc w jakimkolwiek mieście za cel przyjmuję sobie jakiś punkt widokowy. Kiedy tylko Rui się o tym dowiedział, od razu postawił wielki krzyżyk na łuku triumfalnym Arco da Rua Augusta, mówiąc, że to właśnie tu znajdziemy najlepszy widok na miasto. Niewielu turystów wie, że można na niego wejść, więc na górze spotkaliśmy tylko garstkę osób.

 

Jeśli chodzi o ciekawostki urbanistyczne, bardzo charakterystyczne dla Lizbony są windy miejskie. Z racji na bardzo duże różnice terenu nawet pomiędzy sąsiednimi ulicami, windy od ponad stu lat miały za zadanie transportowanie Lizbończyków pomiędzy poziomami miasta. Takie windy są czymś wyjątkowym na skalę światową i na pewno każdy choć trochę interesujący się urbanistyką będzie chciał je zobaczyć. Najpopularniejszą widną miejską w Lizbonie jest Santa Justa, którą stworzył jeden z uczniów Eiffle’a. Wiją się przed nią niekończące się kolejki, jednak i tutaj można skorzystać z jednego z protipów od Rui’a. Jeżeli nie zależy Wam na samym przejechaniu się widną, można ją obejść i wejść na jej górny poziom od tyłu przez ogródek restauracji znajdującej się na wyższym poziomie miasta (widać go na jednym ze zdjęć poniżej). Z góry rozpościera się widok na okolicę.

W innych miejscach możecie spotkać też bardzo krótkie tramwaje z bardzo dziwnym podwoziem przystosowanym do poruszania się po stromych ulicach. Nie uwierzycie, ale to też są windy miejskie! Od zwykłych tramwajów różnią się właśnie wspomnianym przeze mnie podwoziem i pokonywaniem bardzo krótkich odcinków. Nie zjeżdżają do żadnej zajezdni, tylko jeżdżą co chwila w górę i w dół podobnie jak klasyczne windy.

 

Ogromnie podobało mi się w Lizbonie to, że mimo iż jest naprawdę dużym miastem i w końcu jedną z europejskim stolic, to wciąż udało jej się nie zgubić swojego unikatowego klimatu. Tworzą go niezliczone kamienice pokryte azulejos, artyści i ich muzyka, na którą można natknąć się właściwie na każdym lizbońskim placu. Nawet sztuka nowoczesna, taka jak murale pozostają spójne z resztą.

 

Dosyć smutnym zjawiskiem i jednocześnie mega ciekawostką z urbanistycznego punktu widzenia są liczne opuszczone kamienice, które na lizbońskich ulicach można spotkać. Jest to częste zjawisko, ponieważ rząd przez długi czas narzucał stałe ceny wynajmu mieszkań, zbyt niskie, by właścicieli kamienic było stać na ich utrzymanie. Z czasem kamienice tak podupadły, że już nie było ich stać na odnowienie, więc zostały porzucane.

.

Belém

Znacie zatem już najstarszą część Lizbony. Przed Wami teraz Lizbona wielkich odkryć geograficznych i miejsce, z którego w 1497 roku wypłynęła wyprawa Vasco da Gamy, by przetrzeć szlak morski do Indii. Belem wita odświeżającym wiatrem znad oceanu i otwartą przestrzenią. Na brzegu Tagu uwagę zwraca pomnik Odkrywców, za którym gdzieś na horyzoncie ciągnie się Most 25 kwietnia (taki jak w San Francisco). Kawałek dalej na zachód stoi Wieża Belém, która kiedyś strzegła wejścia do Portu. Zbudowana została w stylu manuelińskim bardzo charakterystycznym dla Belém. Drugim budynkiem, który powstał w tym stylu jest Klasztor Hieronimitów, który został wybudowany w podzięce za przetarcie szlaku do Indii. Klasztor i sam styl manueliński robią ogromne wrażenie. Połączenie gotyku z elementami morskimi i orientalnymi naprawdę świetnie wygląda.

Lizbona

 

Jednak Belém przyciąga nie tylko ciekawą architekturą. Kryje w sobie dodatkowo niezwykły skarb, którym są oryginalne słynne babeczki pasteis de Belém. Z ich powstaniem wiąże się ciekawa historia. Zakonnicy zamieszkujący klasztor używali bowiem białek do krochmalenia swoich habitów, a z żółtek, które im zostawały zaczęto produkcję tych przepysznych babeczek. Z biegiem czasu zakonnicy zasłynęli ze swoich wypieków, a babeczki zaczęły przynosić im spore zyski. Kiedy klasztor został zamknięty, tajny przepis sprzedano pobliskiej cukierni, która działa do dziś. Nie przeraźcie się kolejką, bo idzie bardzo szybko : )

 

Świeża twarz Lizbony

Jest takie słowo w języku portugalskim, które nie ma swojego odpowiednika w żadnym innym języku z prostego powodu – nigdzie indziej nie doświadczy się tego stanu. Chodzi o saudade. Słowo, które oznacza stan ciągłej tęsknoty do nieznanego, chęć odkrywania nowych doznań i przygód, a także ciągłe wewnętrzne poszukiwanie. Choć saudade to tęsknota, ma ona wydźwięk pozytywny. Kiedyś Portugalczycy niesieni saudade, niejednokrotnie poświęcali swoje życie, by odkrywać nowe lądy. Dzisiaj, choć cały świat dostępny jest na wyciągnięcie ręki, saudade wciąż żyje w sercach ludzi tak chętnie podkreślających swoją wolność i niezależność w muzyce, sztuce i przede wszystkim w sposobie bycia. Teraz o kilku miejscach, które pozwolą Wam poznać świeżą, nowoczesną i niezależną Lizbonę.

.

LX Factory

LX Factory to industrialna przestrzeń składająca się w całości z budynków będących niegdyś zakładami przemysłowymi. Przed oczami turystów jadących do Belem chowa się pod mostem 25 kwietnia. Jednak mimo to LX Factory wciąż tętni życiem, bo Lizbończyczy to miejsce po prostu uwielbiają. Nic dziwnego! Przestrzeń ta przeszła w ostatnich latach prawdziwą metamorfozę, przekształcając się o 180 stopni. Dzisiaj mieszczą się tutaj akceleratory przedsiębiorczości, które napędziły rozwój tego miejsca. O dziwo, w ogóle nie czuć tutaj startupowego klimatu, gdyż przyćmiła go atmosfera miejsca publicznego, pełnego street artu, dobrej muzyki i ludzi kreatywnych prowadzących swoje unikatowe lokale pełne dobrego jedzenia i ciekawych przemdiotów.

Lizbona

My jedliśmy w Mez Cais LX. To był strzał na ślepo, a wyszliśmy zachwyceni. Nie jest łatwo nas zachwycić meksykańskim żarciem, gdyż jeszcze niedawno zajadaliśmy się nim w Meksyku. Tutaj znaleźliśmy jedzenie naprawdę meksykańsko autentyczne. Sopa de lima smakowała dokładnie tak jak w jukatańskim Valladolid, czyli zabójczo dobrze!

W LX Factory spędziliśmy parę godzin, między innymi rozmawiając przy kawie w Ler Devagar. Musicie tam na pewno zajrzeć, żeby zobaczyć tę masę książek rozstawioną w starej hali i wejść na górę po jednej z metalowych ramp, po których kiedyś chodzili strudzeni pracą robotnicy.

To tylko dwa miejsca, w których zatrzymaliśmy się na dłużej. Musicie jednak wiedzieć, że w LX Factory jest ich dużo, dużo więcej. Najważniejsze jest jednak to, co zobaczycie na ulicach. Poza ciekawymi ludźmi przyjrzyjcie się elewacjom budynków. Niemalże każda ściana pokryta jest muralem, w których można doszukać się masy symboli. Fani street artu będą tutaj wniebowzięci.

.

Time Out Food Market

Innym bardzo modnym miejscem na jedzeniowej mapie Lizbony jest Time Out Food Market. To miejsce, które nam może przypominać najbardziej warszawskie Koszyki, jednak na trochę większą skalę. Podobnie jak w Koszykach znajdują się tutaj punkty znanych lizbońskich knajp, gdzie można spróbować zarówno lokalnego jedzenia, jak i potraw z pozostałych części świata. Swoje lokale mają tutaj też bardziej wykwintne restauracje, które mają już swoje wydzielone stoliki. Pozostali mogą siadać w centralnej części hali przy wielkich wspólnych stołach. My próbowaliśmy tutaj słynnego w Lizbonie bacalhau.

Lizbona

.

Dworzec Oriente

Punktem obowiązkowym dla wszystkich fanów architektury jest też dworzec Oriente, czyli lizboński dworzec wschodni. Został wybudowany w 1998 roku w ramach wystawy EXPO i rewitalizacji dzielnicy Oriente. Dworzec jest ogromny i stanowi największy węzeł komunikacyjny w Lizbonie. Ta mieszanka betonu, szkła i stali może nieźle zawrócić w głowie. Ja uwielbiam taką surową architekturę, więc dworzec Oriente nieźle wyrył mi się w pamięci : )

 

.

Życie nocne

Lizbona właściwie nie chodzi spać, więc życie nocne stanowi ważny element życia miejskiego. Miejscem, które budzi się do życia po zmroku i trwa tak do rana jest dzielnica Bairro Alto, która pęka w szwach od maleńkich barów i ludzi, którzy chodzą z baru do baru. Po północy ulice zapełniają się tak, że czasami aż ciężko przejść. Nie jest to droga zabawa. W wielu barach można też trafić na różne specjalne deale. Zabawa jest naprawdę przednia, więc warto wybrać się chociaż na chwilę. A później pewnie i tak zostaniecie na dłużej ; )

Lizbona

Innym ciekawym miejscem na nocnej mapie Lizbony jest Rua Nova do Carvalho znana też jako Pink Street. To ulica, która niegdyś była miejscem spotkań żeglarzy, wszelkiej maści rzezimieszków i prostytutek. Dzisiaj ulica faktycznie jest różowa i słynie z umiejscowionych tutaj klubów. Zdjęcie przedstawia tę ulicę o stosunkowo wczesnej godzinie. Jakąś godzinę później była już pełna zajętych stolików i stojących ludzi. Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć z tych okolic. Po prostu wtedy o tym nie myślałam ; )

 

Protipy od Rui’a

Najlepszy punkt widokowy – Arco da Rua Augusta

Nie warto stać w kolejce do windy Santa Justa – można wejść na jej górny poziom od tyłu przez ogródek restauracji (widać na zdjęciu) – w ten sposób zaoszczędzimy mnóstwo czasu (stanie w kolejkach) i kilka euro.

Najlepsze pasteis de nata – Manteigaria

Oryginalne pasteis de nata – cukiernia w Belem

Najlepsze miejsce na imprezy – Bairro Alto

Warto zobaczyć LX Factory ze względu na super ożywioną industrialną przestrzeń pełną street artu i dobrego jedzenia

Najlepsza ginjinha w Lizbonie w A Ginjinha przy Praca do Rossio.

Warto przejechać się jednym z najdłuższych mostów w Europie – Most Vasco da Gamy ciągnący się na długości 17,2 km

 

Jeżeli ktoś z Was już był w Lizbonie, podzielcie się w komentarzu, co podobało się Wam najbardziej. Zbierzmy tutaj pełne kompendium wiedzy o tym mieście, by innym było łatwiej! : )

You Might Also Like