Meksyk

Playa del Carmen, Merida i Valladolid – miasta Jukatanu

2 listopada 2017
merida

Może wydać się Wam dziwne, że na początku listopada piszę o wakacjach w Meksyku, jednak to właśnie mniej więcej o tej porze w zeszłym roku kupowaliśmy bilety na luty, który jest świetnym miesiącem, by odwiedzić Jukatan. Poza tym wielu z Was wciąż pyta mnie w mailach o szczegóły wyjazdu, postanowiłam więc dokończyć tę serię wpisów. Pozostańmy jednak ciągle w miejskim klimacie!

Playa del Carmen

Planując wyprawę na Jukatan prawie od razu zdecydowaliśmy, że nie będziemy zostawać w Cancun. Z samych opisów wiedzieliśmy, że nie jest to typ miasta, za którym przepadamy i możecie powiedzieć, że powinniśmy to sprawdzić na własne oczy, jednak nie byliśmy na Jukatanie bardzo długo i z czegoś niestety trzeba było zrezygnować. Od razu po przylocie pojechaliśmy do Playa del Carmen, które również jest typowo turystycznym miejscem, choć nieco mniejszym. Wszędzie było pełno ludzi, jednak my byliśmy w ciągłej euforii, czy to z powodu muskającego skórę słońca, pierwszych w życiu kąpieli w Morzu Karaibskim, czy pysznego jedzenia. Prawdopodobnie, gdybyśmy trafili do Playa del Carmen później, znając już klimat Tulum, nie bylibyśmy już tak zachwyceni, mimo wszystko z perspektywy czasu stwierdzam, że fajnie było zobaczyć któreś z typowo turystycznych miast Jukatanu i poobserwować tłumy amerykańskich turystów ; ) Ogromną zaletą Playa del Carmen jest bliskość do Morza. Całe nocne życie tętni dosłownie 200 metrów od brzegu.

Warto odwiedzić:

Restaurante Nativo – nigdy w życiu nie piłam tak przepysznych soków! Świeżo wyciskane z przeróżnych owoców, wielkie, że aż ciężko wypić i do tego tanie jak barszcz. Warto wybrać się tam na śniadanie, no i koniecznie zamówić sok. Gdybym pojechała znowu do Playa del Carmen chodziłabym tam codziennie ; )

Kaxapa Factory – bardzo przyjemne miejsce z wenezuelskim jedzeniem z supermiłą obsługą. Do nas podszedł właściciel lokalu, który opowiedział nam płynnym angielskim o wszystkich daniach i przyniósł do spróbowania wszystkie soki. Bardzo fajne miejsce, przy głównym placu miasta. Jest na tyle lubiane, że trzeba liczyć się ze staniem w kolejce.

Merida

Po tygodniowym pobycie w Tulum, które bez wątpienia nazywamy do dzisiaj najlepszym miejscem na Jukatanie (opisywałam je tutaj) postanowiliśmy wybrać się wgłąb lądu, by zobaczyć tę mniej turystyczną część półwyspu. Momentami mieliśmy wrażenie, że największą atrakcją turystyczną w tym mieście jesteśmy my sami z naszymi wypalonymi słońcem jasnymi włosami i bledszą od tubylców skórą. Co rusz byliśmy zaczepiani przez tubylców, zazwyczaj przyjaźnie, chociaż i jedno pogardliwe „gringos” padło w naszą stronę. Większość mieszkańców z zaciekawieniem pytała skąd jesteśmy i na hasło Polonia od razu reagowali szerokim uśmiechem i odzewem „Karol Wojtyła”.

Merida jest stolicą Jukatanu, której liczba ludności sięga prawie 900 tysięcy.  Jest wielkim miastem kolonialnym, które szczególną uwagę przyciąga swoją architekturą. Znajdziemy tutaj na przykład najstarszą katolicką katedrę w całej Ameryce, która została zbudowana z ruin świątyni Majów stojącej w tym miejscu uprzednio. Szczególnie ciekawym fragmentem miasta jest bulwar Paseo de Montejo wzorowany na paryskich Champs Elysées, wzdłuż którego dumnie stoją ogromne, bogato zdobione domy konkwistadorów i bogatych meridczyków. Dzisiaj mieszczą się tam głównie banki, hotele i siedziby dużych firm.

Warto odwiedzić:

Targ Lucas de Galvez – zajrzyjcie koniecznie na targowisko. Turystów tam raczej nie znajdziecie, za to wszędzie kręcić się będzie pełno mieszkańców zaopatrujących tu swoje domy i knajpy. Jedzenie we wszystkich kolorach, świeże warzywa, owoce, przyprawy… czego dusza zapragnie! Idealne miejsce na zakup smakowitych pamiątek : )

Sklep z hamakami – Merida to zagłębie hamaków, niektórzy mieszkańcy żyją właśnie z ich wyplatania. Znaleźć można różne warianty – jednoosobowe, dwuosobowe, w formie krzesła. Są bardzo wytrzymałe i kolorowe – to ich znak rozpoznawczy. Kiedyś mieszkańcy Jukatanu zwykli na nich spać. Czy taki hamak nie jest idealną pamiątką z podróży? : )

La chaya maya – bardzo przyjemna restauracja serwująca potrawy charakterystyczne dla półwyspu, w dodatku jest się obsługiwanym przez kelnerki ubrane w charakterystyczne majańskie stroje (huipil dress). Polecił nam ją jeden z mieszkańców, który zaczepił nas na ulicy i zdecydowanie było warto tam pójść : )

Valladolid

Valladolid to bardzo przyjemne, znacznie mniejsze od Meridy miasto kolonialne. Turystów wciąż jest tu bardzo mało, mieszkańców też nie jest dużo, więc żyje się tutaj całkiem spokojnie. Valladolid jednak to nie tylko ładne miasteczko, ale też fajna baza dla innych atrakcji. Bardzo blisko znajduje się parę ciekawych cenotes, o których pisałam tutaj. Stąd można także bardzo wygodnie dojechać autobusem do jednego z cudów świata – Chichen Itza.

Warto spróbować:

Sopa de lima – czyli zupa z limonki, której koniecznie musicie spróbować!

merida

Ach, nawet nie wyobrażacie sobie, jak miło było mi wrócić wspomnieniami do tych miejsc! Miasta Jukatanu są tak różne od tych, które znamy z Europy, że zdecydowanie warto poświęcić parę dni leżenia na rajskich plażach, by pochodzić po ich ulicach. Czterogodzinna podróż autobusem z Tulum do Meridy przenosi za to do innego świata , już nie tego turystycznego, ale takiego, w którym można obserwować, jak na co dzień żyją rdzenni mieszkańcy.

A Wy? Wybieracie się gdzieś tej zimy? Co powiecie na Meksyk? : )

Więcej o moim tripie po Meksyku przeczytacie tutaj.

You Might Also Like

  • Niestety, ten jesieni zostaje tylko bura i zimna Polska 😉

    Coś w tym jest, że to, w jakiej kolejności zwiedzamy pewne miejsca, ma ogromny wpływ na to, jak je postrzegamy. Mnie pod koniec naszego tripa już nic się nie podobało 😀

    Kupiliście hamak? Nie lubię pamiątek, ale kurcze… na taki hamak skusiłabym się z przyjemnością!

    • Hamak był świetną pamiątką 🙂 Ja też nie lubię pamiątek, zazwyczaj kupuję po prostu coś do jedzenia, np. wino z Włoch itp. Ale takie praktyczne pamiątki mają sens i naprawdę są super, bo siedząc w takim hamaku wspomnienia są jakby żywsze 🙂