lifestyle miasto smak miasta

Mój weekend w Poznaniu

8 grudnia 2016

Niedawno dzieliłam się z Wami moimi czterema powodami, dla których uwielbiam zwiedzać miasta zimą. W tym roku nie mogło być inaczej, więc od jakiegoś czasu szukaliśmy z M. miejsca, w które wybierzemy się tym razem. Nie mogliśmy pozwolić sobie na dłuższy wypad, więc wiedzieliśmy, że musi to być któreś z polskich miast. Padło na Poznań, do którego z paru względów od dawna chciałam pojechać. Czy miasto spełniło moje oczekiwania?

 

Zabudowa pleciona kwiatem

 

Do Poznania dotarliśmy późnym wieczorem, więc miastu mogłam dobrze przyjrzeć się dopiero rankiem nazajutrz. Kiedy wyszłam na jego ulice, od razu moją uwagę zwróciła zabudowa. Wszędzie dookoła znajdowało się mnóstwo secesyjnych kamienic i kamieniczek. Ich zdobienia wyglądały, jakby wyszły spod pędzla Wyspiańskiego.  Miliony kwiatów, roślinnych motywów, powyginanych w najróżniejsze kształty balustrad, ozdobnych bram i sterczących wieżyczek. Trzeba Wam wiedzieć, jak bardzo ten styl lubię, byście mogli sobie wyobrazić, jak byłam zachwycona. Dzięki już samej architekturze miasto wydało mi się bardzo przytulne.

 

Koziołki, bruk i grzane wino

 

Okolice Rynku to już troszkę inna bajka. Góruje nad nim renesansowy ratusz, z którego w południe słynne koziołki witają licznie zgromadzonych turystów. Otaczają go kamieniczki zachwycające swoimi różnorodnymi kolorami. Wszędzie dookoła odbiegają wąskie wybrukowane piesze uliczki. Mieliśmy szczęście, że właśnie tego dnia po zmroku cały Poznań zabłysnął milionem maleńkich światełek, a na Rynku i Placu Wolności rozstawił się Jarmark Bożonarodzeniowy.

 

Niestety, jak w każdym mieście, nie obędzie się bez większych i mniejszych koszmarków, jak brzydkie pawilony ze ślepymi ścianami na środku Rynku, czy te gigantyczne, blaszane klocki stojące wzdłuż ulicy Święty Marcin. Prawda, że chce się płakać, jak się na to patrzy?

 

Poznański patchwork

 

Muszę przyznać, że Poznań zwiedza się świetnie, bo większość jego najfajniejszych miejsc znajduje się blisko siebie. Miasto powstało z połączenia paru mniejszych miejscowości, dlatego każde z osiedli ma swój główny plac lub rynek. Oddalone są one na dystans pieszy, a jeżeli ktoś się zmęczy, łatwo można przerzucić się na tramwaj, którego sieć jest w Poznaniu świetnie rozwinięta. My tak się zapędziliśmy, że podczas jednego spaceru byliśmy na Rynku Jeżyckim, Starym Rynku, a nawet udało nam się dojść do Rynku Wildeckiego. Wilda to ponoć taki odpowiednik warszawskiej Pragi, czyli miejsce o złej sławie z dawnych lat, do którego ludzie wciąż są lekko uprzedzeni, a które ostatnio bardzo się zmienia. Niektórzy twierdzą, że swego czasu mieszkał tam sam szatan, jednak dziś już niewiele na to wskazuje.

 

Poznań – miasto smacznych doznań

 

Nie byłabym sobą, gdybym pojechała gdzieś i nie zjadła niczego dobrego! Pierwsza rzecz jest oczywista – musieliśmy zjeść najprawdziwszego rogala marcińskiego. Na ten moment cieszyłam się od chwili, gdy wybraliśmy właśnie Poznań, bo, choć za czarnym makiem specjalnie nie przepadam, to słynne nadzienie z białego maku, śmietany i całego mnóstwa bakalii porywa co roku moje serce. Czekałam na ten moment tym bardziej, że wiedząc, co mnie czeka, odmówiłam sobie corocznego rogala w Święto Niepodległości.

Druga rzecz nie jest żadną regionalną potrawą, ale musiała znaleźć się na mojej liście to-do. Ramenu nigdy wcześniej nie jadłam, ale gdzie w Polsce lepiej przeżywać swój pierwszy raz, jak nie w Yetztu, które jest słynne na cały kraj? O ramenie przypomniała mi na moim fanpage’u Ola Kaliszan, dzięki której cieszyliśmy się w niedzielę zadowolonymi brzuchami : ) Jeżeli się wybieracie, pamiętajcie jednak, żeby wystarczająco wcześnie zarezerwować stolik, bo lokal jest mały i zawsze pełny!

 

Muszę przyznać, że Poznań już wcześniej zajmował specjalne miejsce w moim sercu, bo wychowałam się na „Jeżycjadzie”, a swój okres buntu przechodziłam słuchając Pidżamy Porno i nosząc glany. Ogromnie się cieszę, że mogłam odwiedzić to miasto, tym bardziej, że poznałam wreszcie osobiście Natalię, która była naszym świetnym przewodnikiem. Dzięki niej oglądaliśmy panoramę miasta na wszystkie jego strony z 18 piętra jej uczelni. Ma się te znajomości! : )

Coś czuję, że jeszcze tu wrócę, bo na razie czuję lekki niedosyt!

You Might Also Like

    • Nie! 😀 Hahaha, muszę wrócić! 🙂

      • To wróć i razem ogarniemy:) A to zdjęcie jakby „z dachu” pod fotką z drzewem kamienicy Borejków, to skąd zrobiłaś? Ogólnie super zdjęcia!

        • Dziewczyny, to jest na Wzgórzu Przemysła 😀 Jak przejdziecie przez bramę po lewej macie budynek i wejście do muzeum, a po prawej taką zieloną przestrzeń – jak przejdziecie się dróżką ze żwirku to zobaczycie 😀 I fajny punkt widokowy!
          Zostawiam link z mapy Google https://goo.gl/maps/ZWVbfTme1yR2 :3

          • No pięknie, być tyle razy tak blisko i nie ogarnąć, że jest stamtąd taki ładny widok 😛
            Dzięki za info, będę nadrabiać!

            Marta, to ten budynek, o który pytaliście, a ja stwierdziłam: yyy jakieś tam muzeum xD

          • Konkretniej, Muzeum Sztuk Użytkowych XD Ale sama tam jeszcze nie byłam po tym długim remoncie 😀

          • muszę iść poszukać robala, jak ostatnio byłam to go nie było, chyba dawno nie ruszyłam w miasto 😀

          • Musiałam sobie przypomnieć, o jaki budynek pytaliśmy, ale już pamiętam 😀

        • Dzięki! To zdjęcie było zrobione z balkonu mieszkania, w którym spaliśmy 🙂

    • cooo too, gdzie to jest? wow 😀

  • Byłam w Poznaniu dwa razy, ale tych kamienic secesyjnych nie widziałam. Przepiękne sploty, ta delikatność… uwielbiam!!
    Rogala marcińskiego jadłam tylko raz, ale pamiętam jego smak doskonale, pomimo tego, że nie lubię bakalii, to strasznie mi smakował! Chętnie zjadłabym jeszcze raz. Czy one dostępne są cały rok? Czy tylko w jakimś okresie?

    • Na szczęście cały rok 🙂 Muszę przyznać, że ja też średnio przepadam za bakaliami, przykładowo w serniku nie lubię rodzynek, mak z reguły też nie jest moim ulubionych nadzieniem, a w tych rogalach cała ta mieszanka jest przepyszna!

      • Oj tak, rodzynki w serniku to nieporozumienie!!! :-))

  • Nigdy nie jadłam rogala marcińskiego. To zapewne wystarczający powód, żeby pojechać do Poznania 😉

  • Zatęskniłam za Poznaniem, aż mam ochotę wsiąść jutro rano w pociąg i iść na ten ramen <3 Cieszę się, że się udało zasmakować i, że brzuszki zadowolone!
    Również wychowałam się na Jeżycjadzie. 🙂

    • Jest nas spora armia – jeżycjadowych dziewczyn 🙂 Ramen był super, nie dziwię się, że chcesz do niego wracać, bo sama mam na to ochotę 😀

  • Muszę koniecznie wybrać się do Poznania! Trochę daleko z południa Polski, ale jak czyta się takie relacje – od razu chce się lecieć. I na koziołki, i na rogale i na ramen.

    • Polecam, jakiś przedłużony weekend i jazda! 🙂

  • Ja wiem, że Alfa vel blaszane klocki nie jest najpiękniejsza, można ją nazwać szkaradą, tylko co zrobić jak studenci architektury tak do niej wzdychają, ale jest coś jeszcze brzydszego w naszym mieści i budzi podobny rodzaj „zachwytu” – znajdź w google Wieżowiec Zjednoczenia Przemysłu Ceramiki Budowlanej xD

    • Wygląda jak paczka z popcornem w mikrofalówce, która powili się nadyma 😀
      Wydaje mi się, że Alfa po odnowieniu mogłaby prezentować się znakomicie, tak jak Wrocławski Manhattan vel Sedesowce wyglądały okropnie, szaro i ponuro, tak po remoncie i odmalowaniu na biało są przepiękne!

  • Odwiedziłam parę razy Poznań, ale w sumie nie pamiętam z tego miasta żadnych ciekawych detali, a już koziołki bardzo mnie rozczarowały… Najbardziej podobało mi się w palmiarni.