miasto Warszawa

Trochę w duszy jesieni, czyli migawki z Saskiej Kępy

22 listopada 2016

Niełatwe są spacery w listopadzie. Temperatura nie sprzyja przykręceniu kaloryfera, a co dopiero wyjściu z domu. Ziemia sprawia wrażenie, jakby wolała okryć się ciepłą pierzyną chmur zatrzymując przy sobie resztki ciepła. Miasta za to wydają się nam brzydsze niż kiedykolwiek, a szarość elewacji osiąga swój najciemniejszy z odcieni. Mimo to są miejsca, w których życie wciąż tętni z zadziwiającą intensywnością. Na szczęście nie mam na myśli molochów centrów handlowych, ale też zwykłe miejskie ulice.

Ulica miejska

Kolejny raz zabieram Was na spacer w jedno z moich ulubionych (a może nawet ulubionego?) miejsc w Warszawie. Jakiś czas temu byliśmy razem na Jazdowie, o czym możecie poczytać tu, dzisiaj zabieram Was na Saską Kępę. Lubię zapuszczać się tu wieczorami, żeby zjeść, wypić coś dobrego lub zaglądam tu przy okazji spaceru do Parku Skaryszewskiego. Lubię ludzi, którzy tu bywają. Starsi, elegancko ubrani mieszkający nieopodal od lat, rodziny z dziećmi i młodzi, którzy wpadają tu, bo Centrum jest zbyt tłoczne. Na szerokich, wygodnych chodnikach Francuskiej życie toczy się wolniej niż po drugiej stronie Wisły. Niewielkie, trzy-, czteropoziomowe budynki dają poczucie miejsca kameralnego, które nie przytłacza swoją skalą. Jezdnia, choć ruchliwa, nie stanowi bariery nie do przejścia. Różnorodne knajpki zapraszają do środka na każdym kroku tak dobrze, że przed wieczornym wyjściem zazwyczaj zastanawiam się między Śródmieściem i Saską Kępą, przy czym często wybieram to drugie. Oczywiście nie jest idealnie. Wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcie, jak dużym problemem są zaparkowane wszędzie (dosłownie wszędzie!) samochody.

saska-kepa-2

saska-kepa-1

saska-kepa-3

Architektoniczny patchwork

Saska Kępa to dziwne miejsce, w którym idee Le Corbusiera spotykają się z klasycyzmem. Ten niecodzienny miszmasz zawdzięczamy połączeniu zabudowy sprzed wojny z socjalistycznym stylem budowania już po niej. W dwudziestoleciu międzywojennym dzielnica stała się swego rodzaju miejscem – eksperymentem, gdzie wybitni architekci mogli popuścić wodze fantazji w swoich projektach. Tutaj właśnie można było obserwować, jak powstaje kolonia szeregowców przywołujących wspomnienie baroku i klasycyzmu, kiedy w tym samym czasie tuż obok wznoszono modernistyczną willę. Najstarszy z budynków, to drewniany dom mający za sobą ponad stuletnią historię. Powstał, gdy Saska Kępa była jeszcze podwarszawską wsią, w której odpoczynku i wytchnienia szukali mieszkańcy miasta zza Wisły.

saska-kepa-14

saska-kepa-10

saska-kepa-6

saska-kepa-5

saska-kepa-4

saska-kepa-16

„To był maj, pachniała Saska Kępa…”

Podczas mojego spaceru majem niestety nic nie pachniało, w powietrzu unosił się rześki zapach mokrych liści. O nich też mogłaby pisać w swoich wierszach Osiecka. Saska Kępa była na tyle inspirująca, że chętnie zamieszkiwali tu liczni artyści, a jeden z domów do dzisiaj chwali się, że gościł tu swego czasu samego Picasso. Jeżeli już o gościnności mowa, nigdzie w mieście nie spotkałam tak przyjaznych zwierząt. Kierując swoje kroki pomału do domu, w różnych częściach ulicy, witałam się z czterema kotami z uwieszonymi u szyi maleńkimi dzwoneczkami. Sprawiały wrażenie, jakby żyło im się tam wyjątkowo dobrze : )

saska-kepa-12

saska-kepa-11

saska-kepa-15

saska-kepa-9

saska-kepa-8

Niełatwe są spacery w listopadzie. Nie można im za to odebrać uroku. Kiedy zziębniętą jesienną temperaturą duszę rozgrzewa słodycz ciastka z Lukullusa i widok elegancko ubranych starszych państwa idących za rękę. Pozbądźcie się wreszcie raz na zawsze uprzedzeń do Warszawy na prawo od Wisły i chodźcie na Saską Kępę.

A może nie muszę Was specjalnie namawiać, bo od dawna macie tu swoje ulubione miejsca? Podzielcie się! : )

You Might Also Like