lifestyle

Trudna sztuka mówienia „dzień dobry”

29 listopada 2016
Wracam po ciężkim dniu do domu. Obładowana zakupami jak wielbłąd. Praca pracą, szkoła szkołą, ale jeść coś trzeba. Wspinam się na to moje drugie piętro z torbą na ramieniu, która zawsze jest za ciężka. Jedną ręką grzebię w torbie w poszukiwaniu zabłąkanych kluczy, drugą podtrzymuję zakupy, dzierżąc w dłoni podwiędły brokuł. Wspinam się stopień za stopniem i słyszę, że z góry ktoś pospiesznie schodzi. Podnoszę głowę, widzę młodą dziewczynę, na oko dwa lata młodszą ode mnie. Gdy jest już dosyć blisko mówię „dzień dobry”. Ona nie odpowiada, wlepia wzrok w końcówki butów i znacząco przyspiesza.
Ej, to przecież ja byłam zmęczona, z podwiędłym brokułem, do tego szłam pod górę, więc zasady ruchu klatkowego wskazywałyby na to, żeby to ona jako pierwsza się przywitała lub chociaż żeby w ogóle odpowiedziała.

Zaledwie dwa dni później wychodząc na spacer i ciesząc się brakiem zawsze za ciężkiej torby radośnie schodzę po schodach w dół. Kiedy mijam na klatce około 50letnią panią, zgodnie z zasadą ruchu klatkowego mówię „dzień dobry” wywołując nawet na twarz odrobinę uśmiechu. Pani zaskoczona odpowiada „dzień dobry?”, raczej nie oczekując odpowiedzi na to dziwnie postawione pytanie, bo nie zatrzymując się ani na moment znika za drzwiami swojego mieszkania. Jej pytający ton jednoznacznie zdradza, że niezbyt często spotyka się z taką uprzejmością. Ja opuszczam klatkę, ale w głowie wciąż mam jedno pytanie.

Ludzie, co jest z Wami nie tak?

Gdy byliśmy mali, rodzice uczyli nas, jak wypowiedzieć te dwa magiczne słowa. Kiedy spotykaliśmy wspólnie znajomą sąsiadkę, chwalili się przed nią nową umiejętnością, jaką posiadło ich dziecko, pouczając nas, że trzeba tak robić zawsze. Kiedy poszliśmy do szkoły, pamiętaliśmy, by zawsze mówić „dzień dobry” spotkanym nauczycielom. W końcu od nich zależały nasze stopnie w dzienniku, więc niech już im będzie! „Dzień dobry” to jedne z pierwszych słów, jakie poznaliśmy, pewnie są w naszym życiu dłużej niż „komputer”, a mimo to tak ciężko przychodzi nam ich wypowiedzenie.

Wstydzę się

Niesłusznie. To tylko dwa słowa, które wcale nie muszą prowadzić do dłuższej interakcji i zazwyczaj wcale nie prowadzą. Nawet jeśli ktoś Cię zagada, zawsze możesz powiedzieć, jak bardzo się spieszysz. Ale błagam, nie traktujmy się jak powietrze. Chyba nie chcesz być „tym gburem spod 13”, który zawsze na widok innych, garbi się i wlepia wzrok w podłogę udając, że nikogo nie widzi. To tylko dwa słowa, które świadczą o Twojej kulturze i aż dwa słowa, które budują podstawowe relacje z ludźmi. Nigdy nie wiesz, czy kiedyś nie przyda Ci się pomoc sąsiadki obok, a zaręczam Ci, że niechętnie Ci jej udzieli, jeśli zawsze odwracasz wzrok, mimo że mijacie się co najmniej raz w tygodniu.

Komu mówić „dzień dobry”?

Nie popadajmy w paranoję, nie musimy podbiegać do każdej mijanej osoby na chodniku. Ale ja na swojej klatce witam się ze wszystkimi bez wyjątków. Mówię „dzień dobry” znajomym sąsiadom, pani myjącej podłogę na klatce, kurierowi, który niesie komuś paczkę, dostarczycielowi pizzy, gościom moich sąsiadów i innym, których mijam. Mówię „dzień dobry” ludziom na klatkach u moich znajomych. Pewnie nigdy w życiu więcej ich nie spotkam, ale może jest to akurat ta sąsiadka, która podlewa mojej koleżance kwiaty, gdy ta wyjeżdża. Będzie nam milej, gdy następnym razem spotkamy się przypadkiem u niej w mieszkaniu. Mówię „dzień dobry”, gdy wchodzę do sklepu, nawet mimo tego, że w moim osiedlowym sklepie pracuje jedna pani, która usilnie próbuje mnie do tego zniechęcić. NIGDY nie odpowiada, ale to już jej problem. Mówię „dzień dobry” gdy wchodzę do windy, gdy idę na pocztę, do urzędu i gdy mijam kogoś znajomego na mieście.

Jeżeli zastanawiasz się, czy powiedzieć te magiczne dwa słowa, nie zastanawiaj się. Róbmy to – mówmy to. Nic nas to przecież nie kosztuje, a przysłowiowa korona nikomu z głowy nie spadnie. O ileż cieplejsze są nasze relacje i atmosfera wokół, gdy ciepło się witamy.

A Wy mówicie „dzień dobry” ludziom spotkanym na klatce schodowej, pani ze sklepu i listonoszowi? : )

You Might Also Like

  • Marcin

    Tak 🙂

  • Dla mnie nie mówienie „dzień dobry” to po prostu świadectwo braku wychowania. Nie wyobrażam sobie nie powiedzieć tego np. do sąsiada, osoby, którą znam z widzenia, osoby obsługującej mnie w sklepie, itd. To samo zresztą dotyczy mówienia „dziękuję”, „proszę”, „przepraszam”. Osz, powiem Ci, że aż się zagotowałam po tym poście… Nie rozumiem, nie rozumiem, jak można być takim gburem!

    • Ja też nie rozumiem. Dobrze, że są na świecie jeszcze tacy ludzie jak my, którzy będą uczyć tego swoje dzieci. Jest nadzieja! 🙂

      • Jest! Ona umiera w końcu ostatnia, nie? 🙂

  • To jest miłe, jak ludzie są kulturalni, no ale obecnie nie wszyscy są. Chyba też zależy od wielkości miasta, stopnia anonimowości i rotacji mieszkańców danego bloku/osiedla.
    Ja tam mówię oczywiście, ale jak mi ktoś kilka razy nie odpowie, to już daję sobie spokój – nic na siłę, nie nauczy się.
    Zasady ruchu klatkowego, haha! Ty to dużo znasz takich savoir-vivrów 😀

    • To akurat sama wymyśliłam 😀 Tak samo jak na drodze – ktoś jedzie pod górę, to uprzejmie go przepuszczasz, ktoś idzie po schodach na górę – mówisz mu dzień dobry, raczej osoba z góry pierwsza zauważy tę z dołu, tak sobie myślę 🙂

  • Ostatnio miałam podobne przemyślenia mijając się z sąsiadami w windzie. Zwykle mówię dzień dobry i do widzenia podczas procesu jechania z kimś windą, ale niektórzy milczą i nie kumają o co mi chodzi. Jedynie pies sąsiada wykazuje zainteresowanie i merda przyjaźnie ogonem. Jesteśmy bardzo mrukliwym narodem niestety. Nie dajmy się!

    • Dobrze, że chociaż pies zachował resztki kultury! 😀

  • W naszej małej miejscowości wszyscy wszystkich znali – a raczej wszyscy znali mnie, a ja wszystkich niekoniecznie bo byłam tylko małym dzieckiem. Któregoś dnia jakas pani poskarżyła na mnie mamie, że nie powiedziałam jej „dzień dobry”. Nie mialam pojecia że ja znam, ale mimo to bura była okropna. W efekcie jeszcze długie lata po tej sytuacji mówiłam w naszym miasteczku „dzien dobry” absolutnie każdej napotkanej osobie.
    Paranoja 😉

    • Haha, to faktycznie niezła paranoja, co za historia 😀

  • A u mnie w bloku zauważam brak „dzień dobry” tylko u młodych, starsi zawsze rozpoczynają przy okazji rozmowę, która potrafi ciagnąć się niemal do 30 minut, ale to prawda – niektórzy są zaskoczeni, gdy im się powie „dzień dobry”, czy „miłego dnia”.

    • Trzeba tych młodych nauczyć kultury 😀

  • Diana

    A mnie zaciekawilo ‚Kiedy mijam na klatce około 50letnią panią, zgodnie z zasadą ruchu klatkowego mówię „dzień dobry”’ . chodzilo Ci po prostu ze ruch klatkowy zawiera w sobie mowienie sobie dzien dobry, czy raczej chodzilo o jakas specjalna zasade: kto komu pierwszy mowi itd? 😀 Sory, za ta doglebna analize ale przykulo to moja uwage. Czesto zastanawiam sie ‚powinnam powiedziec dzien dobry pierwsza?’ Starszym osobom, jasne, ale mezczyznie, ktory jest tylko niewiele straszy ode mnie… Sam czeka do ostatniej chwili, zeby mi powiedziec, a jak juz odpowie, to cos pod nosem , wiec juz sama nie wiem! 😀

    • Tak sobie wymyśliłam, że jak ktoś schodzi z góry powinien pierwszy powiedzieć dzień dobry, bo raczej ta osoba pierwsza Cię zauważy, a poza tym to tak jak z ruchem samochodowym – przepuszcza się raczej tych, którzy jadą w górę, bo dla nich większym wysiłkiem jest się zatrzymać i później ruszyć. Tak sobie to wymyśliłam, ale raczej przeważa u mnie ta zasada, że na klatce witam się ze wszystkimi i jak ktoś idący z góry nie jest skory się przywitać, to w końcu sama mówię 😀

      • Diana

        Bardzo to logiczne, nigdy nie myslalam w ten sposob. Podoba mi sie 😀

  • Mówię, mówię 🙂 Mam świetnych ludzi w bloku, więc zawsze jakąś krótką pogawędkę się utnie ;). Miło mieszkać w takim miejscu. Właściwie do sąsiadów zawsze mam szczęście ;). Zobaczymy jak będzie po przeprowadzce, ale myślę, że podobnie. Oby więcej radości było w ludziach.

  • A powiedzieć „dzień dobry” do grupki ludzi w windzie, to dopiero wyczyn! 🙂 Ile razy ja juz się spotkałam z niesmiałym odmruknięciem, ba! z zupełną ciszą nawet! Dzień dobry odbiło się echem i wyszło razem ze mną na 3. piętrze.
    I ja, zupełnie tak, jak Ty, zastanawiam się nad tym fenomenem…

    • Oj tak, winda to jakieś zaklęte miejsce, w którym czasami głos w ogóle głosu chyba nie słychać jak w próżni! Chociaż nie zawsze jest tak źle na szczęście. Dzisiaj miałam taką sytuację, że zjeżdżałam z 14 piętra na parter i na 8 dosiadła się jakaś kobieta. Ja zamyślona myślałam, że to już parter i wyszłam, a ona wybiegła za mną, żeby powiedzieć, że to 8 😀